czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 15 "Tak jakby ten pokój był stworzony dla takiego kogoś, jak ja."



Obudziłam się u siebie w łóżku. Najwidoczniej któryś z chłopaków musiał przenieść mnie do domu. Przeciągnęłam się, rozejrzałam po pokoju, a mój wzrok utkwił na szatynie śpiącym w fotelu.  Która to mogła być godzina? Po omacku znalazłam telefon, który zawieruszył się gdzieś w łóżku, musiał wypaść mi z kieszeni. Był środek nocy. Nie wiem ile Harry spał na tym niewygodnym fotelu, ale nie miałam serca dłużej go tak katować. Podeszłam do przyjaciela chwiejnym krokiem. 

- Harry – szturchnęłam go.
- Taaak? – odezwał się zaspanym głosem.
- Co ty tu robisz?
- Usiadłem na chwilę i musiałem zasnąć. Wybacz.
- Nie szkodzi, ale połóż się na łóżko, ten fotel jest strasznie niewygodny i gwarantuję ci, że jutro będziesz miał małe problemy ze schylaniem się.
- No dobrze – półprzytomny poszedł do mojego łóżka, mało brakowało, a zabiłby się o własne nogi.

Był taki słodki i nieporadny, że uśmiech sam wpełzł mi na twarz. Wgramolił się do łóżka, a ja położyłam się obok. Myślałam, że spał, ale on się odezwał i otworzył szeroko oczy.

- Dlaczego pozwalasz mi spać obok siebie?
- Nie bądź głupi, uratowałeś mi życie, poza tym jesteś moim przyjacielem. Przecież to nic takiego, kiedy przyjaciele śpią w jednym łóżku, prawda?
- A no tak, masz rację – odwrócił się do mnie bokiem i od razu usnął. 

Co prawda trochę dziwnie się czułam, leżąc tak blisko niego. Nigdy wcześniej nie robiłam podobnych rzeczy, rzadko kiedy koło kogoś siadałam. Uśmiechnęłam się myśląc, że już wszystko może być dobrze i zasnęłam. 

Obudziłam się z samego rana przytulona do chłopaka. Nie wiedziałam, co się dzieje, więc szybko się od niego odsunęłam, miałam szczęście, Harry jeszcze spał. 

Szybko wygrzebałam się spod kołdry i zeszłam na dół, by zobaczyć czy rodzice byli jeszcze w domu. Dom był pusty, oboje pewnie pojechali już do pracy, pomimo tego, że była dopiero siódma rano. Wzięłam jabłko i ziewając usiadłam w wielkim fotelu. Włączyłam telewizor i usypiałam oglądając jakieś telezakupy. Naprawdę musiałam przysnąć, bo ocknęłam się, kiedy Harry szarpał mnie za ramię. 

- Czemu mnie nie obudziłaś od razu, jak wstałaś?
- Skąd wiesz, o której wstałam?
- Bo tak jakoś mi się zimno zrobiło, przebudziłem się, a ciebie nie było już w pokoju. 

W tamtej chwili naprawdę dziwnie się czułam, patrzyłam na niego i zastanawiałam się o co mogło mu chodzić. Wstałam z fotela, by pójść do kuchni, ale Harry zagrodził mi drogę ręką.

- Harry, co ty robisz? Przepuść mnie.
- Ohh, chciałem się tylko trochę podroczyć – jęknął i zszedł mi z drogi. 

Umyłam zalegające w zlewie naczynia i poszłam z powrotem do swojego pokoju. Myśląc, że Harry poszedł już do domu, zeszłam na dół. Jednak gdy weszłam do salonu, ujrzałam uśmiechniętego Styles’a.

- Myślałam, że już poszedłeś.
- Jak widzisz jeszcze nie, ale jeśli chcesz, to zaraz pójdę.
- Ej, nie wyganiam cię, ale dalej mam mętlik w głowie po tym wszystkim, co się stało.
- Rozumiem cię, ja też nie jestem wcale taki spokojny. Ciągle myślę o tym, co by było, gdybym cię w ogóle nie znalazł – spuścił wzrok na podłogę.
- Nie myślmy o tym. Uratowałeś mnie i nic innego się nie liczy – niepewnie podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
- Grace…
- Cicho, sama sobie się dziwię, ale to miłe. Nie psuj tego swoją gadaniną. 

Nie powiedział już nic, odprowadziłam go tylko do drzwi i poszedł do domu. 


Dni mijały, wszystko było całkiem normalnie, nie narzekałam. Nadszedł dzień, kiedy rodzice postanowili pojechać na dwa tygodnie do cioci. 

Stałam na ganku i żegnałam się z mamą, kiedy na podjeździe zauważyłam Harry’ego i energicznie mu pomachałam. 

- Dobrze, że już jesteś i bardzo dziękuję, że zgodziliście się, aby Grace pomieszkała u was przez ten czas, kiedy nas nie będzie.
- Nie ma sprawy, Grace jest naszą przyjaciółką.
- Cieszę się, że znowu masz przyjaciół córeczko.
Wsiedli do samochodu i odjechali.
- Gdzie masz torbę?
- Stoi w korytarzu. 

Chłopak wszedł do środka i wrócił z moim bagażem. Zamknęłam drzwi na klucz i poszliśmy do niego. Na miejscu Louis zaprowadził mnie do pokoju, w którym miałam tymczasowo mieszkać. 

Usiadłam na pościelonym łóżku, pościel pachniała świeżością, lubiłam to. Wyjęłam kilka rzeczy z torby i zeszłam na dół do salonu. Był tam tylko Louis. 

- Gdzie reszta? Jeszcze niedawno tu byli.
- Poszli na jakąś imprezę.
- Czemu nie jesteś z nimi?
- Nie miałem ochoty – odburknął.
- Coś cię gryzie?
- Nie, skądże znowu – nie umiał kłamać.
- Ok, nie wnikam.

Usiadłam obok chłopaka i włączyłam telewizor. Wiedziałam, że i tak zaraz pęknie i wszystko mi wyśpiewa. 

- Harry poszedł z Clarie.
- To źle?
- Tak…Bo wiesz, lubię ją.
- Mogłeś mu powiedzieć.
- Ale on nie poszedł z nią, bo ją lubi. Tylko dalej chce wzbudzać w tobie zazdrość.

O mało nie zakrztusiłam się własną śliną. 

- Znowu zaczynasz?
- Nie chcesz, to nie wierz. Ale wiem, że go lubisz, nawet bardzo.
- Przestań! – zaśmiałam się nerwowo i walnęłam go poduszką. Zaczęliśmy się nawzajem okładać, aż w powietrze wyleciało całe pierze.

Poszłam na górę, bo nie chciałam wyglądać, jak kurczak. Otworzyłam blok. Na pierwszej stronie nadal widniały oczy Harry’ego. Położyłam się i patrzyłam na rysunek. Nie zorientowałam się nawet, kiedy usnęłam. 

Następnego dnia większość towarzystwa była skacowana. Patrzyłam na nich z politowaniem. Po południu przyszła Clarie i usiadła obok Louisa, najbliżej jak tylko się dało. Uśmiechnęłam się pod nosem i obróciłam na pięcie, by pójść do kuchni. Nie zdążyłam nawet w połowie zrobić obrotu, bo wpadłam na Harry’ego, który wylał na mnie gorącą herbatę. 

- Gorące! – tylko tyle zdołałam powiedzieć, bo szybko pobiegłam do łazienki.

Po chwili pojawił się Harry. Zdjęłam koszulkę w ogóle nie przejmując się jego obecnością, kazałam mu za to przynieść jakąś czystą bluzkę.

- Masz moją, bałem zaglądać się do twojej walizki, nie wiem, co tam trzymasz.
- Głupi jesteś – zabrałam ubranie i szybko na siebie założyłam. Jego koszulka sięgała mi niemalże do kolan i musiałam wyglądać w niej śmiesznie o ile nie idiotycznie.
- Fajna koszulka – poruszał brwiami.
- Mówiłam już, że jesteś głupi? – uśmiechnęłam się, wypchnęłam go z łazienki i poszliśmy z powrotem do kuchni. 

Przyrządziłam naleśniki i na wielkim talerzu zaniosłam je do salonu. Wszyscy się na mnie rzucili, a kiedy byłam już w stanie coś zobaczyć, dostrzegłam, że nie został ani jeden naleśnik. 

- Wy myślicie, że najem się powietrzem?

Większość pochowała naleśniki za siebie i kazała mi spadać. Tylko Harry, który miał jednego naleśnika podzielił się ze mną. 

- Dziękuję bardzo – powiedziałam z ustami zapchanymi ciastem. 

Kiedy całe towarzystwo było najedzone, nam burczało w brzuchach. Poszliśmy więc na pizzę, nie zapraszając pozostałych.

Usiadłam przy stoliku i czekałam, aż przyjaciel złoży zamówienie. 

- Patrz kogo spotkałem po drodze – prowadził Clarie, która wyszła od nas wcześniej. Obejmował dziewczynę ramieniem, nie ukrywam, zrobiło mi się wtedy strasznie głupio i może trochę smutno? Przede wszystkim byłam na niego zła i najwidoczniej Clarie też nie była zadowolona z jego zachowania. W tamtym momencie zrozumiałam Louisa, który przez cały czas wciskał mi, że Harry robił to specjalnie, co było niestety prawdą. 

- Cześć, Clarie. 

Dziewczyna wyswobodziła się z objęć szatyna i szybko usiadła obok mnie. Wtedy też wpadłam na fantastyczny pomysł. Pod stołem, tak by nikt nie widział, napisałam smsa do Louisa. Zaprosiłam go do nas i wspomniałam, że jest Clarie. Nigdy nie spodziewałabym się, że ten chłopak coś do niej poczuje, a jednak. Byłam podejrzanie szczęśliwa i Harry chyba coś zauważył. 

- Grace, co się tak szczerzysz? Pizza jeszcze nie przyszła.
- A nie, nic. 

Usłyszałam za sobą pogodny głos Louisa i uśmiechnęłam się szerzej o ile było to możliwe. Zwolniłam miejsce obok Clarie i usiadłam przy zdziwionym Harrym. 

Dziewczyna od razu się rozpromieniła. Harry nie był wcale zły… z każdą chwilą siedział coraz bliżej mnie. Chciało mi się śmiać, ale powstrzymywałam się z całych sił. 

Byłam u nich dopiero kilka dni, ale upewniło mnie to w świadomości, że nie są do końca normalni. Były dni, kiedy biegali po całym domu i czymś w siebie rzucali, nieważne co to dokładnie było, ważne, że dało się tym rzucić. Raz lampka z salonu przeleciała nad moją głową. Kiedy bawili się w te swoje durne zabawy, zamykałam się w „swoim” pokoju i znikałam w książkach. Nie miałam ochoty w tym uczestniczyć i przypadkiem stracić oka. 

W takiej atmosferze minął jeden tydzień, a potem drugi, a ja nadal nie dostawałam żadnych wiadomości od rodziców. Zaczynałam się martwić, do głowy przychodziły mi najgorsze możliwości. Siedziałam w małym pokoiku i wpatrywałam się w liliową ścianę. Tak jakby ten pokój był stworzony dla takiego kogoś, jak ja. Kolor tych zimnych prostokątów potrafił mnie uspokoić, wyciszyć, zapomnieć o niektórych sprawach. 

Moją wspaniałą ciszę, którą budowałam jakiś czas, zburzył Harry wchodząc do pokoju. 

- Grace, coś nie tak?
- Martwię się o rodziców. Harry, powinni być dwa dni temu i nie mam z nimi żadnego kontaktu.
- Spokojnie, myśl pozytywnie.
- Jak mam to robić? No jak?! Wiesz co, mam dość ciebie i tego twojego wiecznego „będzie dobrze”. Nic takie nie będzie, rozumiesz?! 

Zeszłam na dół, zostawiając zaskoczonego Harry’ego. Wcale nie było mi źle z tym, że na niego nakrzyczałam. W końcu te wszystkie skrywane emocje opuściły mnie, przynajmniej jakaś ich część. Znowu byłam pełna obaw, kiedy do salonu wszedł Harry. Tylko my byliśmy wtedy w domu, więc nikogo innego się nie spodziewałam, aczkolwiek nie chciałam, żeby przychodził, bo wiedziałam, że mógł mnie bardziej zdenerwować, a już nie chciałam na niego krzyczeć.

- Grace, przepraszam, wiem, że się martwisz, ale co mam mówić? Że na pewno coś się stało? Wtedy czułabyś się jeszcze gorzej.
- Wiem Harry, wiem, ale jestem dziwna i trudno będzie do zmienić, najprawdopodobniej się nie da.
- Przestań, nikt nie jest doskonały.

Ty jesteś doskonały dla mnie, pomyślałam i szybko pokręciłam głową, a Styles zrobił zdziwioną minę. Mam szczęście, że nie powiedziałam tego na głos. Uśmiechnęłam się i poszliśmy się przejść. 

Było dość ciepło, więc nie brałam żadnego swetra. Przeliczyłam się, bo później poszliśmy coś zjeść i wyszliśmy z lokalu późno. Przez pół drogi trzęsłam się, jak osika. Nie mówiłam nic chłopakowi, chociaż on i tak to widział. 

- Grace przestań udawać, że nie jest ci zimno i bierz moją bluzę.
- A co z tobą?
- Mną się nie martw. 

Wzięłam od niego ciuch i włożyłam ręce w za długie rękawy miękkiej bluzy, przesiąkniętej jego perfumami, które uwielbiałam. Zapięłam zamek pod samą szyję. Droga minęła nam w ciszy, ale nie przeszkadzało to w niczym.

Wróciliśmy do domu pełnego ludzi, byli już wszyscy, więc w domu panował mały bałagan. Usiadłam na kanapie, a rękawy bluzy chłopaka zwisały z oparcia. Powoli usypiałam, tak naprawdę nie wiedziałam, co mogło mnie tak zmęczyć. Harry usiadł obok, podniósł mnie trochę, bo najwidoczniej ześlizgiwałam się z kanapy i zaczął coś do mnie mówić. Miał dziwny wyraz twarzy, ale ja go już nie słuchałam, bo jedną nogą byłam we śnie i nie miałam ochoty wracać. Moja głowa opadła na jego ramię i na tym się skończyło. 


*********
Cześć, miałam dodać to już jakiś czas temu, ale nie mogłam znaleźć na to chwili. Mam nadzieję, że się wam spodoba, do zobaczenia. 

9 komentarzy:

  1. hej, na live-truth-love.blogspot.com pojawił się nowy rozdział z perspektywy Molly. dopiero zaczynamy, więc jeśli nas nie czytasz to serdecznie cię zapraszam, zaobserwuj, wyraź własną opinię, pozdrawiam :) - effy

    OdpowiedzUsuń
  2. świeeetny !
    uwielbiaaam to opowiadanieee ! *.*
    jeśli masz chwilę zapraszaaam do siebie na opowiadanie o Larry'm: look-after-you-larry.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny blog i lubię czytać Twoje opowiadania, mam nadzieje że znajdziesz czas i będziesz dodawała rozdziały jak najszybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg szczerze mowiac adres Twojego bloga zniknal mi nagle z zakladek. Poza tym, ostatnio czytalam jakiekolwiek opowiadanie w wakacje, albo nawet nie. Ogolnie- dlugo mnie tu nie bylo. (:
    Mam nadzieje, ze nie obrazisz sie jak dodam jeden komentarz na kilka postow ;p bo jestem na teflonie, i i tak mi trudno cokolwiek napisac.
    Jezusboze, jak tu duzo takich nierealnych sytuachi. Ale wystarczy wyobraznia, ktorej mi nie brakuje :)
    Zgaduje, ze rodzice zgineli i zamieszka na stale z chlopakami, hehs. Ale tez bedzie ciekawie. :D
    Dawno niczego Twojego autorstwa nie czytalam, i jak tak wreszcie sie w to zaglebilam, to stwierdzilam, ze naprawde mi tego brakowalo. <3
    Btw. Nominowalam cie do Liebster Award. Haha. Jeszcze nie wiem na czym to dokladnie polega ale obczailam co mam zrobic u siebie w poscie i tak zrobilam xd. Garaibarria.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie piszesz , bardzo mi się podoba i myślę że będę wpadać tu regularnie , mogłabyś zajrzeć u mnie na bloga , jest to dla mnie ważne :*
    http://wordsxhurt.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeezu!! PRZEPRASZAAM!!!! całkiem o tym zapomniałam :<<<
    Jak dobrze, że sobie przypomniałam, bo rozdział był cudowny!! <333
    haha Jezu Jaki Hazza jest słodki i uroczy i wgl omnomnom! *_______*
    Ale sie boję o jej rodziców! :O może coś sie stało.. ale raczej jej nie porzucili od tak xdd jejuu.. :<
    ale ten. fajnie że zamieszkała z chlopakami! <33 i nawet spała z Harry'm!! :O O.o omfg
    hahaha jaki Harry jest głupi z tą zazdrością xDD AWWWWW *.* Mam nadzieję, ze Louis i Clarie będą szybko razeem!! :33 są uroczy
    i niech Grace się w końcu ogarnie i zakocha w Hazzie bo on jest idiotą.. słodki.. głupim.. ale słodkim xDD hahahha no doobraa..
    to ja czekam na następny :DDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Znalazłam dzisiaj to opowiadanie i przeczytałam całe naraz. Nie mam pojęcie jak długo tak siedziałam. Boże, pokochałam to opowiadanie normalnie! Dlatego czekam na nowy rozdział i mam nadzieje, że pokaże się jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne! Z ogromną niecierpliwością czekam na następne rozdziały! *.*

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepraszam za spam
    Hey! pojawił się nowy rozdział na ---> http://secret-of-good-luck.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń